monday, 18 october dzisiaj nieczynne
Galeria Miejska Arsenał

Stary Rynek 6, Poznań
T. +48 61 852 95 02
E. arsenal@arsenal.art.pl

Godziny otwarcia:

Poniedziałek: nieczynne
Wtorek – Sobota: 12 — 19
Niedziela: 12 — 16

Marcin Berdyszak, Ryszard Ługowski, Sławomir Marzec, Bruce Stinson


Informacje o wystawie

Trzech młodych polskich artystów urodzonych w latach 60-tych i jeden artysta angielski, prezentują wystawę o charakterze interdyscyplinarnym. Jest ona przykładem najnowszych poszukiwań w sztuce współczesnej. Mercin Berdyszak, asystent w poznańskiej PWSSP i Ryszard Ługowski, adiunkt warszawskiej ASP, pokazują instalacje. Sławomir Marzec, także z ASP z Warszawy, prezentuje obrazy, natomiast Bruce Stinson, po studiach w Londynie, przebywający obecnie (1994) na stypendium w PWSSP w Poznaniu, przedstawia obiekty-instalacje.


Tomasz Szczuka: „Marcin Berdyszak”

Czasowość i tranzytywność zakorzenione w naszym doświadczeniu uobecniając przedmioty postrzeżeń sprawiają, że ujawniają nam się one w ciągu nieustannych zmian, nie pozwalając na ich zatrzymanie. Możemy jedynie zatrzymać spojrzenie, nie powstrzymamy jednak upływu czasu i przemijalności tego, co mogło wydawać się trwałe. Następowanie po sobie pór dnia i roku, różnice natężenia światła słonecznych promieni, wreszcie zmiany dyspozycji umysłu postrzegającego decydują o tym, że obrazy rzeczywistości, które sobie fundujemy nigdy nie są takie same. Tym trudniej o adekwatność naszych sądów dotyczących zmysłowego świata w stosunku do doświadczania tego świata. Martwa natura za szkłem -jak można by nazwać jedną z prac Marcina Berdyszaka dobitnie to uzmysławia. W szklanej gablocie przedzielonej po środku znajdują się dwa zestawy owoców. Po słonie lewej: kiwi, jabłka, banany i cytryny; po prawej te same owoce, tak samo ułożone, tyle że prawdziwe. Po lewej bowiem mamy jedynie atrapy. Sztuczne owoce pozostają nie zmienione, prawdziwe podlegają procesowi gnicia, zmieniając nieustannie swą formę – nie są już tymi samymi owocami. Kształt ich w końcu zupełnie się zatraci. ,,Świeże” będą tylko atrapy. Praca, o której tu mowa była częścią instalacji ,,fifty-fifty”. Część druga to ustawione naprzeciw siebie, wsparte na linie przeciągniętej przez całą długość sali słupy. Wieńczące je, prostopadłe w stosunku do nich płaszczyzny stanowiły punkty podparcia, czy może raczej zaczepienia, będąc zarazem ,,podłożem” ziemi, która została na nie wysypana.

Słupy były ku sobie pochylone wprowadzając przez moment niepewności – czy napięta linia jest dość mocna by wytrzymać ich ciężar? Praca ta jednak pozostawiona swojemu losowi trwa choć trwaniu jej towarzyszy napięcie niepewności. Ten niepokój „osadza” widza w przestrzeni pracy, która sama miejsce powołuje by móc generować w niej znaczenia. Zatem restytucja miejsca możliwa jest dzięki obecności dzieła, które wskazując na siebie wskazuje również miejsce, które czyni swym konstytutywnym składnikiem. Te same obiekty mogą powoływać różne miejsca, te, w których są eksponowane. Ale za każdym razem są różnymi obiektami. Tranzytywność dotyczy tu samego przedmiotu i jego fizycznych zmian, miejsca – kontekstu, w którym przedmiot się pojawia i co za tym idzie relacji między poszczególnymi elementami pracy, wreszcie samego widza, który oswajając się z przestrzenią, w którą wchodzi doświadcza przemijalności i stałości zarazem, bowiem to, co przemija i co trwa narzuca się w tych pracach samo. Nie ma tu między nimi niezgodności.


Tomasz Szczuka: Ryszard Ługowski

Przekraczanie konwencjonalnych granic symboli zakorzenionych w zachodnioeuropejskiej kulturze to nie cel, lecz środek artystycznych usiłowań Ryszarda Ługowskiego, przekraczanie to bowiem nie wyznacza kresu, stanowi jedynie punkt wyjścia. Stąd jego wnikliwe badanie relacji między naturą a sferą kulturową, która z natury swej właśnie zapośrednicza doznawanie przez kulturowe tropy. Sięganie po najprostsze elementy, które budującego prace zwalnia z konieczności wznoszenia monumentalnych form. Wystarczą kątowniki i drewniane naczynia z wodą – jak w instalacji z 1989 roku. Pole możliwych znaczeń jest tu dość szerokie by pogubić się w zawiłościach dyskursu. Jeśli jednak na to nie przystać, odsłania się obszar wymykający się powierzchowności obiegowych sądów o naturze, sztuce i naturze sztuki – jej istocie.

Racjonalność zostaje tu odepchnięta. Na proste życiowe rachuby nie ma tu miejsca. Teraz dopiero może wyłonić się pytanie o tożsamość każdego z nas. Nie pyta się jednak o to wprost. Odpowiedzi każdy musi szukać na własny rachunek. Przestrzeń, w której pytanie to jak i odpowiedź mogą się pojawić zostaje otwarta przez prace Ługowskiego. Nie ma tu przewrotnej, postmodernistycznej zabawy w sztukę. Widz znajduje tu zestawienia ,,surowych” przedmiotów odartych z taniego blasku. Natrafia na to, co w istocie materialne. A materialne powołuje swój świat równie mityczny, co świat kultury, tyle że odsyła ku naturze, wobec której stajemy bezradni.


Recenzja

Marek K. WASILEWSKI, „Gazeta Wyborcza”, 16.04.1994

W Galerii Miejskiej „Arsenał” w Poznaniu jeszcze przez kilka dni będzie można oglądać zderzenie dwóch malarskich pokoleń i dwóch światów: na parterze pokazywana jest wystawa obrazów Łukasza Korolkiewicza, na piętrze – instalacje znacznie młodszych Marcina Berdyszaka, Ryszarda Ługowskiego, Bruce’a Stinsona i Sławomira Marca.

Urodzony w 1948 roku Łukasz Korolkiewicz debiutował na początku lat 70. W 1991 r. otrzymał prestiżową nagrodę za twórczość malarską im. Jana Cybisa. Jego obrazy będą podobać się wszystkim tym, którzy spragnieni są sztuki „jak pan Bóg przykazał”, robionej porządnie, pędzlem na płótnie, na którym dodatkowo coś widać.

Wpatrywanie się w pustkę egzystencji

Owo „coś” na obrazach Korolkiewicza charakteryzuje się wysmakowaną, uwodzicielską paletą zieleni i błękitów, a ponadto wprowadza widownię w upajający arkadyjski krajobraz gorącego letniego popołudnia, jakby gdzieś na południu Francji. Światło i cień tworzą solidnie skonstruowaną, niemal namacalną: rzeczywistość, w której rozgrywa się wykreowany przez artystę spektakl. Korolkiewicz posługuje się w swoich obrazach banałem – jako rodzajem malarskiego tlą. I w ten anachroniczny świat bibelotów, wanien i luster, murów i fontann – wprowadza nagle brzydkie gumowe zabawki, odbicie swojej twarzy, autoportrety i akty. Częstym motywem jest np. postać kontemplującej swoją niedojrzałą cielesność dziewczynki – nimfetki wprowadzającej nastrój specyficznego niepokoju, jak u Nabokowa. Te obrazy melancholijnie wpatrują się w pustkę egzystencji.

Niepokój i pytania

Zupełnie odmienna jest ekspozycja na piętrze „Arsenału”, gdzie pokazuje prace czterech artystów o pokolenie młodszych od Korolkiewicza. Ich pokaz jest solidnie skonstruowany, przemyślany, zwarty stylistycznie. Skonfrontowanie go, prawdopodobnie nie zamierzone, z obrazami Korolkiewicza, dodaje temperatury obydwu wystawom.
Kompozycje pochodzącego z Lublina Sławomira Marca to przede wszystkim refleksja nad zagadnieniem obrazu, przestrzeni, płaszczyzny, kompozycji. To obrazy tworzone wbrew przekonaniu o niemożności przesuwania granicy malarstwa. Umieszczone na ścianie, działają czytelnym konturem znaku, każdy z nich zawiera w sobie inną opowieść i pomysł.

Bardzo dobrze ogląda się w tym towarzystwie rzeźby Brytyjczyka Bruce’a Stinsona. Podobnie jak Marzec, oparł on swoje rzeźbiarskie przedmioty na zasadzie rytmicznej
rytmicznej powtarzalności pewnych elementów. U Stinsona jest to konkretny obiekt, którego materialność podkreślają kolejne jego wersje odlane w różnych technikach. Wśród nich jest też ten jedyny prawdziwy, ale jego pojedynczość i oryginalność zdaje się być podważona istnieniem innych wersji
Jeszcze inaczej ma się sprawa z instalacją Marcina Berdyszaka. Jego monumentalne, skorodowane stalowe kolumny, zwieńczone są u szczytu szklaną gablotą wypełnioną skorupkami wyciśniętych cytryn. To zderzenie tego, co względnie trwałe, choć skruszone zębem czasu – z tym, co ulotne, przemijające. Zderzenie lekkości i ciężaru – a wszystko wypełnione czymś więcej niż tylko konstrukcyjną kalkulacją Jest w tej pracy jakiś niepokój, niedopowiedziana obawa, emocja…

Instalacja ostatniego z pokazywanych w „Arsenale” artystów, Ryszarda Ługowskiego – nie do końca tak konsekwentna w zamyśle, jak prace poprzedniej trójki – jest atrakcyjna ze względu na wykorzystany w niej element rucha Ługowski zdecydował się na zbudowanie swojej kompozycji ze zwykłych węży ogrodowych i na wyeksponowanie w nich rytmicznej gonitwy bąbelków powietrza i kropel wody.
Jak mówiłem, wiosenny pokaz w „Arsenale” to zderzenie dwóch nie przystających do siebie sposobów bycia w sztuce. Myślę, że obydwa są tak samo wartościowe i inspirujące. Trzeba tylko do każdego z nich przykładać właściwą miarę.

archiwum

Polityka cyborgów
9.04 — 30.05.2021
wernisaż: 9.04.2021, g. 18.00
Aurora
Michael Wittassek
30.04 — 30.05.2021
wernisaż online: 30.04.2021, g. 18.00
AMZN
Tytus Szabelski
29.01 — 28.03.2021
Bieguny. Dialogi młodych: INNY – edycja 4.
edycja 4.
19.02 — 28.03.2021
Biennale Grafiki Studenckiej
XII edycja
5 — 28.03.2021
wernisaż: 5.03.2021, g. 18.00
Nowa Kolekcja
27.11.2020 — 28.02.2021
Brzeginki
Justyna Górowska
9.10 — 10.01.2021
Magiczne zaangażowanie
18.09 — 15.11.2020