saturday, 16 october otwarte 12 — 19
Galeria Miejska Arsenał

Stary Rynek 6, Poznań
T. +48 61 852 95 02
E. arsenal@arsenal.art.pl

Godziny otwarcia:

Poniedziałek: nieczynne
Wtorek – Sobota: 12 — 19
Niedziela: 12 — 16

Grzegorz Klaman


Informacje o wystawie

Grzegorz Klaman, ur. 1959, studia w PWSSP w Gdańsku, dyplom z rzeźby otrzymał w 1985. W tym samym roku założył na Wyspie Spichrzów w Gdańsku Galerię WYSPA. Tworzy ekspresyjne rzeźby w drewnie i metalu oraz monumentalne obiekty z innych materiałów.


Ogród rozkoszy (?) ziemskich Grzegorza Klamana

autor: Jolanta Ciesielska

Kiedy blisko rok temu opisywałam wystawę Grzegorza, odbywającą się w sopockiej galerii sztuki moje zainteresowanie wzbudził ustawiony w głębi mrocznej sali obiekt, który nazwałam w swoim tekście „Kaplicą Humanizmu”. Był to prostopadłościan, zbudowany z płyt stalowych, nieco przypominający blaszany garaż, z prostym otworem drzwiowym, przez który dyskretnie sączyło się światło neonowych żarówek. Wnętrze tego obiektu mieściło w sobie zaskakujące wypełnienie – zatopione w formalinie ludzkie szczątki: wątrobę, jelito, mózg…

Takie emblematy człowieczeństwa. Ukazane z godnością i mrożącym krew w żyłach „obiektywizmem”. Na wysokości oczu. Odarte z tabu religijnych przesłon i przesądów, z humanistycznego etosu człowieczeństwa. Wiwisekcja „Ecce Homo”. Bezdomność i samotność w obliczu nieuchronnego końca. Czy te właśnie szczątki mają powrócić do raju, do krainy wiecznej szczęśliwości, z której nas wygnano?
Kiedy słyszymy tytuł „Ogród rozkoszy ziemskich” buduje się wewnątrz nas wyobrażenie raju, mniej lub bardziej słodkie, idylliczne, marzycielskie, idealne. Kiedy natomiast spojrzymy na „Ogród rozkoszy ziemskich” Grzegorza Klamana, gdy przekroczymy próg zacisznego, uwitego z gałązek „rezerwatu” – stajemy zaskoczeni widokiem leżących na podłodze odrąbanych głów bydlęcych, których nie ożywi już nic – ani stojące nieopodal palniki gazowe ani żadne z naszych wyobrażeń. Szklisty wzrok nieżywych zwierząt, ich głowy, odrzucone do góry, w geście ostatniego protestu, nie mogą odwołać wyroku, na jakie zostały skazane. Poczucie winy zostaje zwykle wytłumione, zaraz po wejściu do najbliższej restauracji. „Mięsność” nieobecnego tułowia staje się głównym motywem zbrodni. Niewinność Stworzenia staje się jej niemym udziałem. Towarzyszy mu siła metafizycznego konkretu. Natury wygładzanej przez Kulturę -cielesności skazanej na pożarcie.

Jeszcze dobitniej wyraził to Grzegorz Klaman w obiekcie ustawionym na gdańskiej Wyspie Spichrzów, w ramach wystawy „Teraz jest teraz” (1988), a który nazwał ,,Koryto”. Jasna i znana opozycja Kultury i Natury została tam zawieszona. Obie spotykają się wewnątrz obiektu, jako nierozdzielne i zależne od siebie części tej samej relacji. W wymiarze klęski ich obu – w tym wypadku – bezużytecznej ideologii dzieł i bezużytecznych resztek trzewi zwierzęcych, przemieszanych razem w gigantycznym stalowym korycie. Ustawienie ich pośród XVI l-wiecznych ruin spichrzów- dawnego składowiska pokarmów, wzmacnia konotacje pomiędzy historią już dokonaną a tą odbywającą się. Ukazuje proces „wchłaniania” historii miejsca w formę tworzonego dzieła-komunikatu, gestu naśladującego odkrycie archeologiczne, a zarazem preparującego nowy sens powołanego w ten sposób „znaleziska”.

Użycie mięsa, szczątków organicznych – początkowo zwierzęcych, a od czasu sopockiej wystawy „Monumenty” (PGS, kwiecień 1993) także i ludzkich – wiąże się, w twórczości tego artysty z ważną dla niego kategorią „mięsności”. Wyodrębniona i przyswojona kategoria, zaistniała w kontekście jego prac poprzez tekst Jolanty Brach-Czainy. zaczęła skutecznie zastępować dotychczas stosowaną przez artystę figurę, upostaciawiając Podmiot w inny. bardziej skrótowy, ale też i bardziej adekwatny do obserwowanej tragedii, sposób. Antynomie zawarte w tym ekstremalnym tworzywie – życia i śmierci, wolności i zniewolenia, grzechu i czystości – pociągają Kłamana. Prowokują go do budowania obszaru. w którym pojawia się pytanie zarówno o Pierwszą Przyczynę, jak i o możliwość generowania sensów bezpośrednio wynikających z tego, który patrzy na owe obiekty. Umieszczona w pokazowych „gablotach” organiczność niezwykle lapidarnie i dobitnie oddają materialny i przemijający aspekt naszego bytu. Pragnienie przezwyciężenia tego ograniczenia – prowokowanie sytuacji oznaczającej niezgodę na tak jednoznaczne zdefiniowanie człowieka – oddaje postawę artysty zaangażowanego w konstrukcję znaczeń metafizycznych, wykraczających poza potoczne rozumienie kosmicznego panteizmu. Taką próbą jest również praca przedstawiana w ramach wystaw „Sztuka-miasto-maszyna” (Gdańsk. Galeria Otwarte Atelier, 1993) oraz „Pustynna Burza” (Katowice, BWA 1994). występująca pod nazwą „ETER” (1993). Jest to dzieło. które z pewnością pojawiło się w następstwie kilku wcześniej budowanych przez niego obiektów rzeźbiarsko-architektonicznych, a które Klaman opatruje wspólnym tytułem „Stajnia metafizyczna”. W większości są to prace dotyczące porządku i chaosu oraz hierarchii, które z owego dualizmu usiłują się wyłonić, bądź odwrotnie – są w różny sposób kwestionowane. Najlepszym jednak określeniem, jakie przychodzi mi do głowy, jeśli chodzi o nazwanie problemu, którego tyczą jest subtelne okrucieństwo współczesnej cywilizacji. Agresja przykryta maską.

William Blake – wielki mistyk i poeta angielski, roztaczając dwieście lat temu apokaliptyczną wizję świata, nazwanego przez siebie Ziemią Urlo, wniósł ze sobą świadomość walki, jaką musi staczać człowiek wewnątrz siebie pragnąc przeżyć cząstkę pierwotnej Natury. Świadomość jednoczesnego występowania dualizmów- Miłości i Nienawiści, Dobra i Zła, Prawa i Nieprawości – płynnie zmieniających obszar występowania, strukturę i znaczenie – stanowiła dla niego warunek rozumienia Życia, wyrastającego z Chaosu, a wraz z tym – świadomość przepływającej stale przez ten świat Energii. Miastu ziemi Urlo, symbolizującemu tęsknotę za ukrytym porządkiem, ratio i geniusz twórczy grozi jednak nieuchronna zagłada. Kształtujące je Ego rodzi bowiem nie tylko konstruktywne myśli. Jego wytworem jest przede wszystkim Kultura – przyczyna zniszczenia pierwotnego piękna raju i naturalnej równowagi ekologicznej.
Indywidualność człowieka, jego dzika walka o zawładnięcie jak największego obszaru podpowiada wrogość, walkę i niszczenie. Dopóki ożywiający materię ruch spaja całość wszechświata – dopóty istnieje jego nadrzędna, trudna do pojęcia jedność. Jest nią chiński „ci”, zwany przez innych eterem, który oznacza, być może także owe słynne i tajemnicze mikrofalowe promieniowanie neutrin 3,5 K, które przenika ogromne przestrzenie galaktyk, tworząc jednocześnie zadziwiająco spójny konglomerat materii współpracującej ze sobą, mimo wszystkich paradoksów i przeciwieństw, zawartych w ich jedności, w poszczególnych jej częściach. W obrębie tej „jedności” większość elementów przeciwstawia się sobie, wyodrębnia, różnicuje, a w wymiarze zwierzęco-ludzkim – walczy o dominację i przetrwanie. Wielki mistyk i oryginalny antropozof, jakim był Blake, wyobrażał sobie, że dopiero wówczas, kiedy wszystko stanie się identycznością, ciszą wyzbytego emocji świata minerałów – nastąpi powrót do błogosławionej Prajedni. Przedtem jednak nastąpić musi Apokalipsa – zagłada ludzkiego życia i innych form organicznych.
Współodczuwanie obcości zastępuje często miłość. Z umieszczonej pośrodku stalowej ściany „Eteru” reliefowej litery „H” wylatują ludzkie włosy. Leżą pod ścianą w dwóch symetrycznych stosach. Dobywający się z ukrycia wysoki, wibrujący dźwięk. towarzyszy majestatycznej, stojącej naprzeciw pionowej budowli, pozbawionej okien. Może jest to fragment gigantycznej „kolumny świata”, oznaczającej męski porządek? Niemą i obojętną formę Piękna abstrakcyjnego. Ujarzmioną w formie obelisku – siłę anonimowego porządku.

W pracy wystawianej w ramach ostatniego Biennale Sztuki Nowej (Zielona Góra 1993), a następnie na wystawie „Ucho Beethovena” (Gdańsk, Otwarte Atelier, 1994) zatytułowanej greckim terminem „Kathabasis” (oznaczającym odejście, wycofanie, zejście na inne pozycje) ciepło i ruch spalającego się nieustannie gazu przeciwstawione zostaje martwym i nieuchronnym szczątkom ludzkim umieszczonym w małych lapidarnych w formie gablotkach z formaliną. Sugerowany kryzys komunikacji, odbywając się przy pomocy przedstawionych tam organów (oko, język, ucho) każe artyście poszukiwać innego sposobu porozumienia. w obszarze poza złudnym widzeniem, terrorem werbalnych stów, wątpliwym kształtem dobiegających nas dźwięków. Czy sztuka może mu w tym dopomóc?
Wybór tematów, nad jakimi od kilku lat pracuje Grzegorz Klaman począwszy od „Archeologii odwrotnej”, poprzez „Stajnię metafizyczną” i „Monumenty” aż do ostatnich jego dzieł z cyklu „Emblematy” upoważnia mnie do porównania go z Blake’owskim ideałem twórcy, który swój czas i geniusz poświęca na rzecz pracy i społeczeństwa.

Heroiczny czyn tworzenia służy wzmaganiu apokaliptycznej świadomości zbliżającej się zagłady. Oznacza to aktywny udział w procesie „przebudzenia”, w pojmowaniu dysonansów i sprzeczności, tworzeniu na ich marginesie nie obojętnych refleksji, wyzwalających nowy kształt znaczeń, odkrywających nowe punkty widzenia na miejsce artysty we współczesnym świecie.


Więcej niż nowi dzicy

Olgierd Błażewicz, Głos Wielkopolski, 17.10.1994

Malarstwo, zdecydowanej większości naszych współczesnych artystów, nosi przemożne piętno czasu, w którym powstało. A więc gry w aktualne konwencje, trendy i kierunki w sztuce. O tym, że uleganie modzie może być tak bardzo złudne artysta najczęściej przekonuje się dopiero wówczas, gdy zostaje zaproszony do pokazania się na dużej retrospektywnej wystawie. I oto nagle ma przed sobą artystyczny bigos, przegląd wszystkich kolejnych kierunków w sztuce. Ale jego samego tam nie ma.

Przeciwstawieniem takiego podejścia do sztuki może być eksponowane obecnie w Galerii Miejskiej w poznańskim Arsenale malarstwo Eugeniusza Markowskiego. Tak jak malował w latach pięćdziesiątych, tak i maluje teraz. Wówczas jednak był tym „brzydkim kaczątkiem” polskiego malarstwa, odmieńcem, outsiderem. Teraz jednak ten typ i rodzaj ekspresji jaki jego malarstwo reprezentuje, jest bardzo na topie, i w tym kontekście cytowana przez Mariusza Rosiaka w katalogu wystawy opinia z lat czterdziestych Enrico Prampoliniego „Mówimy o Markowskim albo o gwałtowności kolorystycznej na usługach ekspresji” ma swoją wymowę.

Na obrazach sędziwego malarza (rocznik 1912) mamy przed sobą dzikich faunów na koniach, groteską podszyte sceny erotyczne, pełne ekspresji sceny i postacie z jakiejś nie kończącej się kawalkady. Siła i ekspresja koloru zdumiewa na tych obrazach. „Nowi dzicy” też tak starali się malować. Ale u nich to była jakby tylko forma. A u Markowskiego jest coś więcej.

Z obrazami Eugeniusza Markowskiego skojarzona została w Arsenale wystawa instalacji Grzegorza Klamana. Wchodząc tutaj widz ma przed sobą potężne konstrukcje ze stali, w których umieszczone zostały gabloty ze szczątkami ludzkimi. To oczywiste, że artysta chce nas poruszyć i sprowokować jakieś doznania metafizyczne. Świadomie przekracza pewne normy kulturowe i przyzwyczajenia. Ma to robić wrażenie, i robi. Sztuka ma teraz prowokować i chce też programowo zacierać granice między sztuką, a rzeczywistością. Ale gdzieś przecież są jakieś tego granice. Czy wątroba ludzka może być dziełem sztuki?

archiwum

Polityka cyborgów
9.04 — 30.05.2021
wernisaż: 9.04.2021, g. 18.00
Aurora
Michael Wittassek
30.04 — 30.05.2021
wernisaż online: 30.04.2021, g. 18.00
AMZN
Tytus Szabelski
29.01 — 28.03.2021
Bieguny. Dialogi młodych: INNY – edycja 4.
edycja 4.
19.02 — 28.03.2021
Biennale Grafiki Studenckiej
XII edycja
5 — 28.03.2021
wernisaż: 5.03.2021, g. 18.00
Nowa Kolekcja
27.11.2020 — 28.02.2021
Brzeginki
Justyna Górowska
9.10 — 10.01.2021
Magiczne zaangażowanie
18.09 — 15.11.2020